Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Zespół redakcyjny Transerfingu chętnie udzieli informacji na pytania dotyczące zagadnień związanych z Transerfingiem

Moderatorzy: admin, filip

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » czw lut 12, 2015 11:31 am

Kolejny wątek zaczerpnięty z nurtu naszych rozmów na forum, konkretnie stąd - clik!

marcel pisze: A w ogóle po co wyznaczać sobie cele? :)
Po co stosować transerfing?
Po co dokonywać takich a nie innych wyborów?

Może z lęku?
Może żeby przetrwać, wzmocnić, nasycić własne życie rzeczami, ideami których inni nie mają?
Władzą, miłością, pieniądzem, pozycją społeczną?

Przy wyznaczaniu celu dobrze żeby ludzie uświadomili sobie prawdziwe motywy stosowania TR, bez samooszukiwania się. Trzeba pamiętać że jesteśmy określeni przez naszą skończoność, nasz ludzki wymiar. A myśląc w ten sposób - że będąc silniejszymi, bogatszymi, bardziej zaspokojonymi, to z tym wymiarem ludzkiej skończoności sobie poradzimy.

Może nawet niektórzy przedłużą sobie życie :wink: .
zamek pisze:Przyczepiłam się do kwestionowania celowości stosowania transerfingu. Od tego są inne fora, ale nie to. :wink:

Ludzie stosują cokolwiek gdy jest im źle, czegoś im brakuje, a nie wiedzą czego. Wynika to z nieznajomości siebie, swoich pragnień, możliwości, zadań na to życie. Naprawdę nie możesz wszystkiego, bo się nie zmienisz. To złudzenie. Zamiast dotrzeć do siebie szukają odpowiedzi na zewnątrz. I ciągle szukają, bo szukają nie tam gdzie trzeba. 8-) Ostatnio znajoma wróciła z kursu matrycy energetycznej za 600 zł plus podróż i hotel. Najpierw była euforia bo czuła się znakomicie. Już po tygodniu wszystko opadło i jest gorzej niż przedtem. Ale nie da sobie przetłumaczyć, że nie powinno się pozwolić grzebać w swoim polu przypadkowym osobom. Zwłaszcza tym, które obiecują gruszki na wierzbie za dużą kasę. Mam swoją teorię, że im więcej kursów tym cel się oddala.
Ludzie oczekują, że ktoś za nich coś zrobi. To tak nie działa. I my transerferzy to wiemy :)

Wystarczy wydać 200 zł na książki i pracować z transerfingiem. A celem może być wygodne życie. Nie napinać się ze sterowaniem na siłę w kierunku dla nas niewłaściwym. Bo powrót na właściwą - naszą - drogę może być bolesny. :no:

Ja nawet nie dokonuję żadnych wyborów, bo sprawy układają się tak jak powinny, światła zmieniają się na zielone. 8-)
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » czw lut 12, 2015 12:33 pm

Dzięki, za tą wypowiedź @Zamek. :giverose: Jeśli nie znam jakiś niepisanych zasad o czym można rozmawiać na forum, a o czym nie to z góry przepraszam za moją dociekliwość. Uważam, że mamy tu dobry temat do rozmowy, a przynajmniej do wymiany zdań. :)

Widzę po twoich wypowiedziach, że sama wiesz o co kaman w TR i potrafisz go zastosować, dajesz do tego adekwatne przykłady. W tym przypadku pierwsza część twojej wypowiedzi nie klei mi się z drugą.

Zgadzamy się do tego, że TR można się nauczyć tylko po przez działanie. Jednak wiele osób działa, czyta po kilka razy TR i do niczego sensownego nie dochodzi. Może stają się trochę bardziej optymistyczni, jeśli mają szczęście, albo wyrzucają Transerfing jako nic niewnoszące lanie wody.

Ostatnio mówiłaś o widzeniu świata takim jaki jest. Jak człowiek dochodzi do swojego własnego zdania? Ja uważam, że aby mieć własne zdanie, to trzeba wcześniej 1. Coś zakwestionować. 2. Zweryfikować to. Ślepa wiara w Transerfingu moim zdaniem może poprowadzić nas tylko do chwilowego placebo, a potem znów wracamy do punktu wyjścia bo nie zrozumieliśmy lekcji. Tak sobie myślę, że kiedy zrobimy wszystko by zakwestionować TR, ale jednak go wykonujemy i on działa... to wtedy możemy mówić, że wiemy o co chodzi i co robimy.

Przy okazji kwestionowanie pozwala nam się lepiej go nauczyć, zrozumieć. Jak byliśmy dziećmi - cały czas pytaliśmy "po co?" "na co to?" "dlaczego?" "w jaki sposób?", niektórzy mieli taką sytuacje, że rodzice nawet jak nie wiedzieli to nie tłumili energii dziecka wahadałem - "zostaw", "nie ruszaj", "cicho bądź" lub jakąś odpowiedzią na odczep się. Tylko razem z dzieckiem szukali odpowiedzi. Ci pierwsi obudzili w dziecku świadomość i ciekawość świata. Nauczyli go SAMODZIELNEGO MYŚLENIA, Ci drudzy nauczyli go, że ma się podporządkowywać i stać równo w szeregu.

Tom 3.

Żagiel fałszywej wiary nigdy nie napełni się wiatrem zewnętrznego zamiaru. Fałszywa wiara to pułapka wahadła w labiryncie niepewności. Może Ci się wydawać, że wydostałeś się z labiryntu, lecz w rzeczywistości to tylko złudzenie. W głębi duszy będziesz wątpić, nawet tego nie podejrzewając, bo odgrodziłeś się od wątpliwości ochronnym murem wiary.


Ok, jesteśmy dorośli. Lecz jeśli myślimy o stosowaniu Transerfingu to znaczy, że jest coś co chcemy poprawić. Mamy w głowie stary obraz świata i rzeczywistość pod to odbija się w zwierciadle, w dodatku jest to zwierciadło wykrzywione. Trzeba się nauczyć patrzeć na świat w nowy sposób, bez samooszukiwania się. Lecz co się dzieje? Odzywają się w głowie głosy naszych rodziców, nitki wahadeł, "postępuj tak jak ja", "nie kwestionuj"! Ten sam schemat przenosimy na Transerfing i kończy się jak się kończy.

Tom 1.

Nie zapominaj, że Transerfing to jedynie jeden z wielu modeli. Wszystkie wyobrażenia ludzi o otaczającym nas świecie i o życiu są niczym więcej, tylko modelami. Pamiętaj o pojęciu ważności i nie stwarzaj zewnętrznej ważności Transerfingu. W przeciwnym razie można zostać apologetą bezsensownej idei i udowadniać wszystkim prawdziwość właśnie swoich poglądów. Prawda to abstrakcja. Dane nam jest poznawać jedynie niektóre przejawy i zasady. Naszym celem jest odniesienie praktycznego pożytku z naszego modelu.


Z całą tą wiedzą, domyślam się, że trochę wiary na samym początku nie zaszkodzi. Każdy rozumieć będzie TR na swój sposób i inaczej to będzie się przejawiać. Potrzebny jest pewien motor, pewny upór, pewna konsekwencja. Jeśli nie uwierzymy to nie włożymy w to serca i nie wykorzystamy możliwości na maksa. Działanie nie będąc przekonanym jest często bezskuteczne. Jednak moim zdaniem nie wyklucza się to z poznawaniem mechanizmu tak by na koniec mieć jego adekwatny obraz. Wręcz przeciwnie, kiedy wiara zamienia się w wiedzę to co robimy staje się jeszcze bardziej skuteczne, bo mamy pewność, że to działa. Jeśli coś na 1000 przypadków działało na 90% to wtedy nie denerwujemy się, nie myślimy o zbędnych rzeczach, tylko robimy to co trzeba. Z początku będzie to działania na czuja, potem mechanizm stanie się nam doskonale znany, a na końcu pozostanie sama pewność. To jest proces i ma swoje etapy. Nie można przeskoczyć na koniec, a nawet jeśli się uda, to za drugim razem może już być kicha bo zwątpimy, a mamy bardzo silną tendencje do wątpienia.

Inaczej mówiąc - kwestionowanie postrzegam jako część procesu. Część która pozwala nam pozrywać nitki wahadeł, przebudzić nadzorce, wyprostować obraz świata, aby nie było niepotrzebnych wypaczeń. Jeśli nie popadniemy w tym skrajność, a jedynie użyjemy tego jako narzędzie to możemy wiele zyskać. Bez tego Transerfingowe ciacho się nie uda tylko opadnie przy najbliższej okazji.

Właściwie temat nie wymagał mojej wypowiedzi, można potraktować ją po prostu jako kolejny komentarz. Bo już w twojej odpowiedzieć @Zamek znajduje się recepta by te 200zł wydane na Transerfig nie stały się tym samym co 600zł wydane na masujący fotel (sprzedawany na prezentacji dla starych ludzi, tak mi się jakoś skojarzyło z kursami ezoterycznymi, podobny mechanizm w sumie...) mający dać "wygodne życie". Nie dla każdego "wygodne życie" jest życiem wartym przeżycia. Każdy ma swoje wartości i rozmaite, często bardzo nie wygodne cele. Dlatego mamy taką rozmaitość i siebie nawzajem by pomagać sobie w różnych kwestiach. ;)
Ostatnio zmieniony czw lut 12, 2015 12:47 pm przez Prometeusz, łącznie zmieniany 1 raz.
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: zamek » czw lut 12, 2015 12:42 pm

Po co tworzysz kolejne tematy :-? i przerywasz wątek :bomb: który był na temat esencji TR.
Jeśli nie uwierzymy to nie włożymy w to serca i nie wykorzystamy możliwości na maksa.
Ja kiedyś wierzyłam we wszystko co przeczytałam, albo usłyszałam. A potem sprawdzałam na sobie i rodzinie. Większość poszła do kosza, bez zbytniej szkody.
Po TR widzę wszystko inaczej. 8-) Odróżniam wiarę od wiedzy i za bardzo się do tego nie przywiązuję :coll1:
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » czw lut 12, 2015 12:55 pm

Po co tworzysz kolejne tematy, i przerywasz wątek, który był na temat esencji TR.
Bo tam nie chodziło chodziło o Esencje Transerfingu Rzeczywistości "w ogóle" tylko o konkretne przemówienie nawiązujące do tego co jest w TR i na jego temat, albo w jego kontekście tam chciałbym się wypowiadać. Temat "kwestionowania" i "kwestionowania tego co jest w transerfingu" to zagadnienie odrębne i warte osobnego omówienia. Tam byłoby to offtopiciem tutaj jest centralnym zagadnieniem, które osoba czytająca może łatwiej znaleźć.
Ostatnio zmieniony czw lut 12, 2015 1:04 pm przez Prometeusz, łącznie zmieniany 1 raz.
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » czw lut 12, 2015 12:58 pm

zamek pisze:Ja kiedyś wierzyłam we wszystko co przeczytałam, albo usłyszałam. A potem sprawdzałam na sobie i rodzinie. Większość poszła do kosza, bez zbytniej szkody.
Po TR widzę wszystko inaczej. 8-) Odróżniam wiarę od wiedzy i za bardzo się do tego nie przywiązuję :coll1:
No i o to chodzi. :) Kwestionowanie daje "względną pewność" (bo to nie akt dokonany tylko proces), bez krytyczna wiara daje tylko iluzje, że się wie. :)
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

marcel
Posty: 487
Rejestracja: pn lip 01, 2013 5:01 pm
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: marcel » czw lut 12, 2015 10:32 pm

.
Ostatnio zmieniony wt lis 03, 2015 8:01 pm przez marcel, łącznie zmieniany 2 razy.
.

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » pt lut 13, 2015 8:06 pm

Bezkrytyczna wiara to albo oddawanie się nieróbstwu, albo bycie pinokiem. Wiara jest składnikiem naszego życia, składnikiem potrzebnym do tworzenia rzeczywistości, ale musi mieć ona swoje miejsce. Przede wszystkim uwierz w siebie, uwierz w powodzenie i działaj. Prościej się nie da. Nie potrzebujesz ideologii, potrzebujesz tego co się sprawdza. :wink:
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Awatar użytkownika
Calineczka
Posty: 72
Rejestracja: śr gru 17, 2014 12:46 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Calineczka » pt lut 13, 2015 11:06 pm

A ja zamierzam właśnie wypróbować wiarę, bezkrytyczną na dodatek, w stylu "i tak będzie jak zechcę". To pod wpływem spektakularnych wbrew pozorom rezultatów transerfingu, praktykowanego krótko i niezbyt starannie. No dobra, bardzo niestarannie w wyniku działalności olbrzymiego wahadła, do którego byłam na stałe przypięta. I poniekąd dalej jestem.
Jak dotąd tr dał mi to, co można uzyskać po latach terapii (siedzę blisko tej branży i mam pewne pojęcie). Przy tym ani nie było to moim celem ani nawet nie uświadamiałam sobie braków. Jestem innym człowiekiem. W moim nowym amalgamacie był zapis, że będzie aktywny, nawet jak nim zapomnę (taki koń trojański). Na marginesie, przywirusował mi się komp :D Zastanawiam się, czy odwirusowywać ;) Teraz wystarczy przelotna myśl o tr, i wszystko przyjmuje właściwy obrót.
Mój Świat wie lepiej jak się okazało, czego mi potrzeba. Nie będę mu przeszkadzać. O rezultatach działania bezkrytyczną wiarą doniosę, chyba że duszyczka wyrazi sprzeciw.

Awatar użytkownika
Cenote
Posty: 143
Rejestracja: śr gru 03, 2014 7:50 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Cenote » pt lut 13, 2015 11:18 pm

Calineczka pisze:A ja zamierzam właśnie wypróbować wiarę, bezkrytyczną na dodatek, w stylu "i tak będzie jak zechcę". To pod wpływem spektakularnych wbrew pozorom rezultatów transerfingu, praktykowanego krótko i niezbyt starannie. No dobra, bardzo niestarannie w wyniku działalności olbrzymiego wahadła, do którego byłam na stałe przypięta. I poniekąd dalej jestem.
Jak dotąd tr dał mi to, co można uzyskać po latach terapii (siedzę blisko tej branży i mam pewne pojęcie). Przy tym ani nie było to moim celem ani nawet nie uświadamiałam sobie braków. Jestem innym człowiekiem. W moim nowym amalgamacie był zapis, że będzie aktywny, nawet jak nim zapomnę (taki koń trojański). Na marginesie, przywirusował mi się komp :D Zastanawiam się, czy odwirusowywać ;) Teraz wystarczy przelotna myśl o tr, i wszystko przyjmuje właściwy obrót.
Mój Świat wie lepiej jak się okazało, czego mi potrzeba. Nie będę mu przeszkadzać. O rezultatach działania bezkrytyczną wiarą doniosę, chyba że duszyczka wyrazi sprzeciw.
Calineczko, dałabym tu "lajka", gdyby była taka opcja :giverose: Między innymi za konia trojańskiego :gamer:
Ostatnio zmieniony sob lut 14, 2015 9:17 am przez Cenote, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli postanowisz postrzegać pozornie negatywną zmianę w scenariuszu jak pozytywną, to wszystko takim właśnie się okaże. …
Każde zdarzenie witasz jako pozytywne i tym samym zawsze trafiasz na korzystne odgałęzienie ...

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » sob lut 14, 2015 8:49 am

W stosowaniu transerfingu po prostu z technicznego punktu widzenia nie ma miejsca na wiarę.

Tam, gdzie jest wiara, znajdzie się miejsce dla wątpliwości. Nadzieja jest potrzebna do tego, by zacząć działać. Zacznij działać, a zobaczysz jak to, co wydawało się niewiarygodne, obleka się w rzeczywistość. Kiedy nadzieja zrobi swoje, nadejdzie świadomość. Wówczas powiesz sobie: nie chcę, nie wierzę i nie mam nadziei - mam zamiar i wiem. Tom 9. Wiara.
Jak dotąd tr dał mi to, co można uzyskać po latach terapii (siedzę blisko tej branży i mam pewne pojęcie).
Tak z ciekawości spytam - co konkretnie Ci dał? Oglądałem ostatnio wywiad z Tomaszem Witkowskim (autorem "Zakazanej Psychologii") i on powiedział, że obecnie psychologia jest mocno nadużywana, że 70-80% problemów z którymi ludzie idą do psychologa i płacą ciężki hajs to tak na prawdę zwykłe problemy, które problemami psychicznymi po prostu nie są, takie do których rozwiązania wystarczy rozmowa z przyjacielem, jakaś większa spokojna refleksja, lub jakiś inny sposób na odstresowanie. Więc zastanawiam się jaką miałaś dolegliwość, która wymagała wielu lat terapii. ;)
A ja zamierzam właśnie wypróbować wiarę, bezkrytyczną na dodatek, .
Wydaje mi się, że to o czym piszesz nie jest bezkrytyczna wiarą. Napisałaś, że stosujesz i porównujesz efekty. Tzn. że mogłaś zdobyć wiedzę i wierzysz w powodzenie, a nie w jakąś ideologię. Bo jeśli naciskałabyś świat w stylu "i tak będzie jak zechcę" to nic dobrego z tego by nie wynikło. Pragnienia się nie ziszczają, a sztywne trzymanie się wyobrażeń zwiększa nasze potencjały.
Mój Świat wie lepiej jak się okazało, czego mi potrzeba. Nie będę mu przeszkadzać.
O! I to już jest fajne nastawienie, tylko trzeba je potraktować tak jak w cytacie: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie." Oczywiście trzeba zrozumieć mądrość tego cytatu, a nie odbierać go dosłownie. Czyli działać mając za sobą większy zamiar "zupy kwantowej".
O rezultatach działania bezkrytyczną wiarą doniosę, chyba że duszyczka wyrazi sprzeciw.
Ja się nauczyłem, że lepiej nie donosić. Jeśli efekty będą spektakularne to będą oczywiste dla każdego bez donoszenia, a jeśli chwalimy się pośrednimi osiągnięciami to mącimy swój zamiar. Choć czasem w drobnych dokonanych sprawach nie zaszkodzi o tym porozmawiać. :)
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Awatar użytkownika
Calineczka
Posty: 72
Rejestracja: śr gru 17, 2014 12:46 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Calineczka » sob lut 14, 2015 10:17 am

Prometeusz pisze: Tak z ciekawości spytam - co konkretnie Ci dał? Oglądałem ostatnio wywiad z Tomaszem Witkowskim (autorem "Zakazanej Psychologii") i on powiedział, że obecnie psychologia jest mocno nadużywana, że 70-80% problemów z którymi ludzie idą do psychologa i płacą ciężki hajs to tak na prawdę zwykłe problemy, które problemami psychicznymi po prostu nie są, takie do których rozwiązania wystarczy rozmowa z przyjacielem, jakaś większa spokojna refleksja, lub jakiś inny sposób na odstresowanie. Więc zastanawiam się jaką miałaś dolegliwość, która wymagała wielu lat terapii. ;)
Zgadzam się generalnie rzecz biorąc z Tomaszem Witkowskim, natomiast faktem jest, że gdyby ludzie mieli przyjaciół, z którymi mogą sobie porozmawiać, to nikt by na terapie nie chodził. U nas wciąż to obciach. Trafienie ludzi, których bezinteresownie obchodzi co druga osoba ma do powiedzenia, często zakrawa na 6tkę w totka.
cdn

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » sob lut 14, 2015 10:57 am

Calineczka pisze:
Prometeusz pisze: Tak z ciekawości spytam - co konkretnie Ci dał? Oglądałem ostatnio wywiad z Tomaszem Witkowskim (autorem "Zakazanej Psychologii") i on powiedział, że obecnie psychologia jest mocno nadużywana, że 70-80% problemów z którymi ludzie idą do psychologa i płacą ciężki hajs to tak na prawdę zwykłe problemy, które problemami psychicznymi po prostu nie są, takie do których rozwiązania wystarczy rozmowa z przyjacielem, jakaś większa spokojna refleksja, lub jakiś inny sposób na odstresowanie. Więc zastanawiam się jaką miałaś dolegliwość, która wymagała wielu lat terapii. ;)
Zgadzam się generalnie rzecz biorąc z Tomaszem Witkowskim, natomiast faktem jest, że gdyby ludzie mieli przyjaciół, z którymi mogą sobie porozmawiać, to nikt by na terapie nie chodził. U nas wciąż to obciach. Trafienie ludzi, których bezinteresownie obchodzi co druga osoba ma do powiedzenia, często zakrawa na 6tkę w totka.
cdn
Transerfing uświadamia, że najpierw jesteśmy programowani przez społeczeństwo na tworzenie problemów, a potem dajemy społeczeństwu innym osobom władzę by rozwiązywali je za nas. Lecz te terapie wszystkie tych problemów nie rozwiazują przeważnie, bo to kolejna część gry społecznej, aby trzymać nas na nitkach wahadeł. Dozowane nam są kropelki szczęścia, abyśmy dalej chcieli. Stosując Transerfing dowiadujemy się, że sami tworzymy problemy, dlatego nie ma sensu ich rozwiązywać albo jak to sie mówi ich przegadywać. Trudność magą mieć osoby, które mają silniejszą potrzebę rozmawiania i skupiania na sobie uwagi, bo do tych celów najlepiej służą problemy. Z drugiej strony jest to też mądry mechanizm, bo zabezpiecza wiele kwestii i sprzyja integracji społeczności. Tylko pytanie czy umie się wyjść z po za tego kręgu?

Trzeba się nieźle przeprogramować aby sie przystosowac do Transerfingu. Na szczęscie w tych kwestiach efekty przychodzą szybko i programowanie idzie łatwiej. Innaczej jest już z innymi kwestiami w TR. :)
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Awatar użytkownika
Calineczka
Posty: 72
Rejestracja: śr gru 17, 2014 12:46 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Calineczka » sob lut 14, 2015 1:49 pm

Prometeusz pisze: Transerfing uświadamia, że najpierw jesteśmy programowani przez społeczeństwo na tworzenie problemów, a potem dajemy społeczeństwu innym osobom władzę by rozwiązywali je za nas. Lecz te terapie wszystkie tych problemów nie rozwiazują przeważnie, bo to kolejna część gry społecznej, aby trzymać nas na nitkach wahadeł. Dozowane nam są kropelki szczęścia, abyśmy dalej chcieli. Stosując Transerfing dowiadujemy się, że sami tworzymy problemy, dlatego nie ma sensu ich rozwiązywać albo jak to sie mówi ich przegadywać. Trudność magą mieć osoby, które mają silniejszą potrzebę rozmawiania i skupiania na sobie uwagi, bo do tych celów najlepiej służą problemy. Z drugiej strony jest to też mądry mechanizm, bo zabezpiecza wiele kwestii i sprzyja integracji społeczności. Tylko pytanie czy umie się wyjść z po za tego kręgu?
Trzeba się nieźle przeprogramować aby sie przystosowac do Transerfingu. Na szczęscie w tych kwestiach efekty przychodzą szybko i programowanie idzie łatwiej. Innaczej jest już z innymi kwestiami w TR. :)
zgadzam się w 100% :)
Problemy są nudne :)

Awatar użytkownika
Calineczka
Posty: 72
Rejestracja: śr gru 17, 2014 12:46 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Calineczka » sob lut 14, 2015 2:42 pm

Prometeusz pisze: takie do których rozwiązania wystarczy rozmowa z przyjacielem, jakaś większa spokojna refleksja, lub jakiś inny sposób na odstresowanie. Więc zastanawiam się jaką miałaś dolegliwość, która wymagała wielu lat terapii. ;)
cd
trafiłam na prawdziwą przyjaciółkę (a nie szafuję tym określeniem), zabawa w "przyjacieloterapię" trwała ponad 10 lat i uwaga, nie pomogło. Tak, to fajne jak można z kimś pogadać ze świadomością, że nie mówi się do ściany i jest podobnie skuteczne co właśnie terapia (w standardowym podejściu) :) Pomaga być szczęśliwszym, kiedy się wali głową w mur.

A było mi: kiedy miałam 8 lat, spędziłam kilka miesięcy w szpitalach i ledwo umknęłam grabarzowi spod łopaty. Dzięki prawdziwemu cudeńku farmacji nie pozostał nawet ślad choroby. Ślad fizyczny. Wyszłam z tego z czymś, co się teraz nazywa zespołem obozowym lub PTSD. Ten tez w końcu odpuścił ale jedna rzecz nie chciała. Nerwica natręctw, rozlana, utrwalona, bezwzględna. Brzmi niewinnie ale jest prawdziwym piekłem zarówno dla użytkownika jak i jego towarzyszy z piaskownicy. Kto przerobił, nie potrzebuje tłumaczenia, kto nie przerobił nie zrozumie i tak. Zabawa w udawanie, że jestem normalna, ukrywanie się przed rodziną i rówieśnikami trwało kilka lat. Fajnie sobie wtedy wyrobiłam umiejętność "dwójmyślenia". Cecha charakterystyczna, z tego co zauważyłam, dla wszystkich po dłuższym nn. Zaczęłam być leczona mając lat 16, na początek leki przeciwpadaczkowe (zmiany w EEG) pomagały bo zamulały, potem psychotropy. Miałam szczęście, bo 3 rodzaj tabletek był strzałem w dziesiątkę. Brałam je około 8 lat, z przerwami (hura już niepotrzebne ;) Nie pomógł mi żaden "terapeutyczny kontakt" tylko właśnie pigułki. Od dawna już nie muszę ich brać. Wiedziałam, że więcej nie zdziałają niż już zrobiły.
Życie z nn przypomina jazdę samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Jest męczące, upierdliwe i zupełnie nietranserfingowe. Tabletki obniżyły ten hamulec niemal do poziomu zero. Niemal. Ponadto w wyniku dziwacznych doświadczeń i konieczności ukrywania się między mną (ekstrawertyk z natury, duża energia, kłótliwość, odwaga, bezczelność itd.) a resztą świata wyrósł gigantyczny mur. Był co prawda szklany ale nie do przejścia. Czego to nie robiłam, żeby go przebić nie będę opowiadać. Nawet odpuściłam i też bez efektów. Błędy młodości :) Zostałam outsiderem wbrew woli.

I teraz nie wiem dokładnie kiedy ani jakim cudem ani w ogóle nie rozumiem, ale tego muru już nie ma. A hamulec ręczny jest przy samej podłodze. Znikły nawet resztkowe ślady natręctw (pewnie innych by tak nie wnerwiały te ślady ale mnie doprowadzały do rozpaczy). No i kwestia samooceny. Naturalnie miałam ją bardzo niską (w aspekcie jak to nazwać, społecznym). Dziś nie zawracam sobie tym głowy. Pozwalam sobie być sobą bez większego skrępowania. Tak jakoś samo wyszło :)

Mam hipotezę :D : cel, który wydawał mi się najmniej ważny (dużo fajnych przyjaciół ;) wymagał zburzenia mentalnego muru i samoakceptacji. I dlatego się to zadziało. Pozostałe cele zresztą tez tego wymagały, tylko mniej. I też jakby nabrały rumieńców ;)
Co do pojęć wiary i innych takich semantycznych rozrywek, myślę że wszyscy tutaj to samo mamy na myśli tylko inaczej to nazywamy.

Donosić o sukcesach, zarówno końcowych jak i pośrednich myślę że niektórzy mogą bez złych skutków. Zależnie od wewnętrznego krajobrazu.

Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Kwestionowanie - "co?" "jak?" i "po co?"

Post autor: Prometeusz » sob lut 14, 2015 3:42 pm

Calineczka pisze:Co do pojęć wiary i innych takich semantycznych rozrywek, myślę że wszyscy tutaj to samo mamy na myśli tylko inaczej to nazywamy.
Też tak uważam. Tylko jak nawiązujemy do czyjejś wypowiedzi to osoba postronna może się nie domyślić, że po drodze został zmieniony sens semantyczny, dlatego to zaznaczyłem.
Calineczka pisze:Donosić o sukcesach, zarówno końcowych jak i pośrednich myślę że niektórzy mogą bez złych skutków. Zależnie od wewnętrznego krajobrazu.
Jest na to sposób, ale to zagadnienie na inny temat. :)
Calineczka pisze:I też jakby nabrały rumieńców ;)
Bardzo dobrze. :) Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. :D
Calineczka pisze:cd
trafiłam na prawdziwą przyjaciółkę (a nie szafuję tym określeniem), zabawa w "przyjacieloterapię" trwała ponad 10 lat i uwaga, nie pomogło. Tak, to fajne jak można z kimś pogadać ze świadomością, że nie mówi się do ściany i jest podobnie skuteczne co właśnie terapia (w standardowym podejściu) :) Pomaga być szczęśliwszym, kiedy się wali głową w mur.

A było mi: kiedy miałam 8 lat, spędziłam kilka miesięcy w szpitalach i ledwo umknęłam grabarzowi spod łopaty. Dzięki prawdziwemu cudeńku farmacji nie pozostał nawet ślad choroby. Ślad fizyczny. Wyszłam z tego z czymś, co się teraz nazywa zespołem obozowym lub PTSD. Ten tez w końcu odpuścił ale jedna rzecz nie chciała. Nerwica natręctw, rozlana, utrwalona, bezwzględna. Brzmi niewinnie ale jest prawdziwym piekłem zarówno dla użytkownika jak i jego towarzyszy z piaskownicy. Kto przerobił, nie potrzebuje tłumaczenia, kto nie przerobił nie zrozumie i tak. Zabawa w udawanie, że jestem normalna, ukrywanie się przed rodziną i rówieśnikami trwało kilka lat. Fajnie sobie wtedy wyrobiłam umiejętność "dwójmyślenia". Cecha charakterystyczna, z tego co zauważyłam, dla wszystkich po dłuższym nn. Zaczęłam być leczona mając lat 16, na początek leki przeciwpadaczkowe (zmiany w EEG) pomagały bo zamulały, potem psychotropy. Miałam szczęście, bo 3 rodzaj tabletek był strzałem w dziesiątkę. Brałam je około 8 lat, z przerwami (hura już niepotrzebne ;) Nie pomógł mi żaden "terapeutyczny kontakt" tylko właśnie pigułki. Od dawna już nie muszę ich brać. Wiedziałam, że więcej nie zdziałają niż już zrobiły.
Życie z nn przypomina jazdę samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Jest męczące, upierdliwe i zupełnie nietranserfingowe. Tabletki obniżyły ten hamulec niemal do poziomu zero. Niemal. Ponadto w wyniku dziwacznych doświadczeń i konieczności ukrywania się między mną (ekstrawertyk z natury, duża energia, kłótliwość, odwaga, bezczelność itd.) a resztą świata wyrósł gigantyczny mur. Był co prawda szklany ale nie do przejścia. Czego to nie robiłam, żeby go przebić nie będę opowiadać. Nawet odpuściłam i też bez efektów. Błędy młodości :)
Dzięki za podzielenie się historią. ;) Słyszałem wiele takich historii, sam też mam własną :) Życie jest bardziej skomplikowane niż najwspanialsza teoria książkowa. Dlatego trzeba mieć odpowiednie narzędzia by je analizować. :geek:
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca


ODPOWIEDZ