Mariuszstr pozdrawia ;-)

Tu możesz napisać kilka słów o sobie, opowiedzieć, jak się zetknąłeś z książką Zelanda i jakie wywarła na Tobie wrażenie

Moderatorzy: admin, marcelus, filip

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » pn cze 02, 2014 5:40 am

:)

Awatar użytkownika
Transformator2012
Posty: 621
Rejestracja: sob lip 21, 2012 4:47 pm
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: Transformator2012 » pn cze 02, 2014 8:46 am

W VIII tomie Transerfingu jest ciekawy tekst który dedykuję wszystkim tu się wypowiadającym:

WŁAD:
A jednak chciałem usłyszeć dokładną opowieść o wyzdrowieniu z pomocą Transerfingu, a nie rozhuśtywania cudzych wahadeł.

UNTOUCH:
Jeśli wiedziałbym wtedy to, co wiem teraz (Transerfing itd.) to określiłbym wszystko tak: wyzdrowienie to zewnętrzny zamiar: trzeba po prostu uwierzyć, wiedzieć, że jest się zdrowym - i to wszystko, materialne urzeczywistnienie nie każe na siebie czekać, tak postąpiłbym ja. Ale inni ludzie, którzy na razie nie mają tak silnej wiary, mogą na początek wykorzystać technikę slajdów - należy żyć w pozytywnym slajdzie (widzieć siebie zdrowym, ale nie potem, tylko teraz, w danej chwili).

A do Indii jeździłem w celu umocnienia wiary w siebie (chciałem ujrzeć „cuda” Sai Baby).

Dodatkowo tym, którzy nie wierzą, mówię: widzieliście przecież, czego dokonują jogini, mnisi tybetańscy, filipińscy healerzy - uczą się oni tego sami (a przecież są dokładnie takimi samymi ludźmi jak my), po prostu uczą się wierzyć. My sami nie możemy pozwolić sobie, by być zdrowymi i szczęśliwymi. W stanie hipnozy człowiek wiele może. Dlaczego? Otóż dlatego, że umysł dżemie i wszystko przyjmuje bez zastrzeżeń. Twoje możliwości zależą od twojej energetyki (albo od poziomu twojego uduchowienia), a jak ją zwiększyć - dobrze wiecie, Państwo „transerferzy”.

Może brzmi to dla Was zbyt zuchwale i ostro, ponieważ umacniałem swą wiarę przez rok, a zaczynałem od książki Paula Bragga „Siła nerwów”, ponieważ wcześniej byłem ateistą z przekonania, potem był system Norbekowa, różne religie, i dopiero potem Transerfing. Ileż ja widziałem w ciągu tego roku (i to nie tylko uzdrawianie). Nie dało się nie uwierzyć!!! Pewnego razu na jednym z kursów chemioterapii leżałem na jednej sali z bardzo „dziwnym” człowiekiem (teraz prawdopodobnie jestem tak samo dziwny), który czytał Bławacką i mówił o jakiejś wierze, marzeniach, celach życiowych, o Bogu. Ze swoim byłym przyjacielem (niech mu ziemia lekką będzie) żartowałem sobie nawet z niego. Mężczyzna ten przechodził dopiero pierwszy kurs chemioterapii i pewnego razu powiedział mi, że nie będzie się już więcej leczył w szpitalu, tylko spróbuje sam, na co przypomniałem mu słowa lekarza: „Ta choroba jest nieuleczalna i wymaga obowiązkowej, okresowej hospitalizacji (szpiczak mnogi)”. Patrzyłem na niego, jak na idiotę, a w konsekwencji sam się takim stałem. Wówczas leczenie przebiegało u mnie normalnie. Skończył się kolejny kurs (leczyłem się już półtora roku, z czego w domu przebywałem dwa miesiące). Miał to być mój pierwszy dwunastotygodniowy okres przerwy pomiędzy chemioterapiami. Ucieszyłem się, ale nadaremnie. Po trzech tygodniach przyjechałem do szpitala na analizy i po tabletki, oddałem krew na ogólną analizę „z palca” - a tam znaleźli zmutowane komórki krwi. Zalecono punkcję lędźwiową na następny dzień. Przyjechałem do domu i nie wiedziałem, jak powiedzieć matce, ale okazało się, że zadzwoniono już do niej ze szpitala i powiedziano, że mam nawrót i że trzeba zaczynać całe leczenie od początku (a to przecież trzyletni cykl, ponieważ moja siostra nie nadawała się na dawcę szpiku kostnego, a ja i tak bym się na nią nie zgodził). Pomyślałem, że drugiego razu organizm ani nerwy nie wytrzymają, a nawet jeśli wytrzymają, to na pewno będę inwalidą na całe życie. Po co w takim razie żyć, żeby się męczyć - lepiej zdechnę. Jeśli leczyłbym się nie w Rosji, to jeszcze bym pomyślał: leczyć się w szpitalu czy nie, a tutaj nawet nie było o czym myśleć. Powiedziałem wszystkim, że nie wrócę na hematologię (jeśli istnieje na Ziemi piekło, to znajduje się właśnie tam). Może w instytutach hematologii jest inaczej, ale na prowincji lekarze mają pacjenta gdzieś. Jeśli chory sam się wygrzebie, to dzięki Bogu, a jeśli nie - to nie miał szczęścia (jeśli umrze się nie od choroby, to postara się o to personel medyczny). Oczywiście nie mam nic przeciwko pracownikom medycznym - nikt za taką pensję nie będzie pracował nawet źle.

Nadzieja umiera ostatnia! Jakże wówczas zachciało mi się żyć. Pomyślałem: „Po co się urodziłem, uczyłem, skoro w wieku 18 lat muszę zdychać. O nie! Znajdę alternatywne leczenie”. Wszyscy oprócz mamy (tylko ona mnie rozumiała), zaczęli mnie przekonywać, bym wrócił. Najgorliwsza była babcia (jest internistą). Mówiła mi: „Czyżbyś był mądrzejszy od lekarzy? Wracaj do szpitala". Dzwoni ordynator oddziału i mówi, że jeszcze nikt „w ten sposób" się nie wyleczył i że 15 lat temu nawet tradycyjna medycyna nie leczyła białaczki, czyli krótko mówiąc, że umrę.

Nawet nie wiedziałem, jak się leczyć (powiedziano mi, że zioła na białaczkę nie pomagają, a jeśli pomagają trucizny, to tymczasowo). Wziąłem od babci książki o nietradycyjnej medycynie, gazety „Zdrowy styl życia" itd. i zacząłem szukać czegokolwiek. Temperatura wciąż mi się podnosiła, po kilku dniach natknąłem się na starą książkę, w której moją uwagę zwróciła głodówka według metody Paula Bragga. Wcześniej gdzieś słyszałem, że w czasie głodówki przywrócone zostają wszystkie zakłócone funkcje organizmu i że przecież zwierzęta przy każdej chorobie robią sobie głodówkę.

Od razu przypomniałem sobie słowa Hipokratesa: „Człowiek ma w sobie lekarza. Trzeba tylko pomóc mu w pracy. Jeśli ciało nie jest oczyszczone, to im więcej będziesz je karmić, tym bardziej będziesz mu szkodzić". Kiedy chorego karmi się zbyt obficie, to karmi się również jego chorobę. Tradycyjna medycyna mówi, że komórki rakowe spożywają niemal dziesięć razy więcej glukozy niż zwykłe i zrozumiałem, że trzeba spróbować. Jeśli źle się poczuję w wyniku głodu, to komórkom rakowym będzie dziesięć razy gorzej. W konsekwencji okazało się, że w czasie głodówki przywrócona zostaje naturalna równowaga komórek (w tym komórek szpiku kostnego). Dlaczego - dokładnie nie wiem, ale to fakt.

Ostatnim bodźcem stała się dla mnie historia pewnego ciężko chorego Szweda (rak żołądka z przerzutami IV stopnia), który usłyszawszy diagnozę, zdecydował ostatnie dni życia spędzić na jachcie na morzu. W czasie silnego sztormu zepsuł się cały prowiant oprócz główki czosnku i sucharów. Znajdował się on w tym czasie na otwartym oceanie. Cały pozostały prowiant rozłożył niemal na miesiąc, cały ten czas pił deszczówkę. Po przybyciu do portu czuł się wyśmienicie, tylko głód dawał o sobie znać. Badania nie potwierdziły obecności raka, a przecież lekarze już go pochowali. Wówczas mnie olśniło - przecież on głodował. Jednak lekarze pomyśleli, że uratowała go główka czosnku! Chociaż czosnek dysponuje wspaniałymi właściwościami antyrakowymi, to nie likwiduje raka IV stopnia.

Tak oto zdecydowałem się na głodówkę. Zaplanowałem 10 dni, ale kiedy doszedłem do 9 zdecydowałem się na kolejnych 10. Ponieważ nie miałem destylatora, przywożono mi wodę destylowaną z aptek. Bragg uważał, że woda destylowana dysponuje lepszymi właściwościami odmładzającymi, jednak potem z tybetańskich traktatów o medycynie dowiedziałem się, że świetnymi właściwościami charakteryzuje się tylko woda topiona, szybko spływająca z gór (nie mylić z deszczówką). Po czwartym dniu głodówki temperatura spadła. Kontynuowałem swoje poszukiwania metod leczenia - przecież nie będę wiecznie głodować (dość dobrze wprawiłem się w poszukiwaniach). Znalazłem bardzo wiele wariantów, które potem sprawdziłem na sobie, tylko teraz nie rozumiem, jak ludzie szukają, że niczego nie znajdują (kto szuka, ten zawsze znajdzie).

W pewnym momencie zauważyłem coś ciekawego: każda teoria medyczna (nietradycyjna) najważniejsze znaczenie nadaje jakiejś wierze, ale zaciekawił mnie jednak Paul Bragg swoją książką „Siła nerwów". Przypomniałem sobie, że od najbardziej doświadczonych lekarzy słyszałem kiedyś, że z białaczki wychodzą tylko ci, którzy nienagannie wierzą w swoje wyleczenie, ale takich niestety jest bardzo mało. Wszyscy patrzą na statystykę skuteczności leczenia i od razu przypisują siebie do trupów. Jeszcze bardziej przykre jest, kiedy sam lekarz mówi człowiekowi, że jego choroba jest nieuleczalna - nie jest przecież Bogiem, mógłby mówić, że po prostu nie umie leczyć, a nie - „nieuleczalna"! Pozbawia w ten sposób człowieka nadziei!

Właśnie Bragg naprowadził mnie na myśl, że umysł albo mózg (jak komu wygodniej) kontroluje każdą komórkę organizmu (również komórki rakowe). Wiecie, co wyprawiają ze swoimi ciałami jogini! Człowiek w stanie hipnozy również może bardzo wiele!

Kiedy zakończyłem głodówkę, niemal latałem (jeśli tak można powiedzieć) po mieszkaniu. Po tygodniu oddałem krew do analizy u siebie w poliklinice. Kiedy analizy były gotowe, pokazałem je babci, a ona: „Coś pomylili w poliklinice z twoimi analizami". Poszedłem jeszcze raz i oddałem krew, a ona i tak nie wierzy (OB-5, a było 63). próbowałem jej wyjaśnić to, o czym teraz piszę, ale nie pomaga. W rezultacie robiłem, robię po dziś dzień raz w tygodniu dobową głodówkę, co 3 miesiące tygodniową i do tego przeszedłem na niemal wegetariańską dietę. Przypomniałem sobie, że podczas chemioterapii kłuło mnie serce, pomyślałem więc, że zrobię sobie EKG. Kiedy otrzymałem wyniki, to niczego nie zrozumiałem, przyniosłem do domu i pokazałem babci - a ona mnie „pocieszyła". Niemal upadłem z wielkiej radości. Otrząsnąłem się i myślę: „Skoro nauczyłem się takie rzeczy leczyć, to bez trudu wyleczę i serce”. Po dwóch tygodniach ponownie zrobiłem EKG (wiedziałem, że wszystko jest w porządku, po prostu mamę trzeba było uspokoić), lekarz który opisywał mój wykres, wytrzeszczył oczy i powiedział, że wszystko jest w porządku, poprosił powtórzyć badanie - wynik ten sam (mówi, że aparat nigdy się nie psuje).

Mama, żeby się całkiem uspokoić, zmusiła mnie jeszcze do wykonania USG serca, babcia patrzyła na mnie jak na nienormalnego.

Przypadkowo natknąłem się na telefon tego faceta, który leżał ze mną w szpitalu i postanowiłem przeprosić go za to, że się wyśmiewałem i dowiedzieć się, jak się czuje. Zadzwoniłem - słuchawkę podniósł ktoś z jego krewnych i powiedział, że on pojechał skakać ze spadochronem. Zostawiłem swój numer telefonu i poprosiłem, by do mnie zadzwonił, kiedy wróci. Potem razem z nim jeździliśmy skakać (wczoraj wykonałem swój trzynasty skok). Zadzwonił do mnie i poradził, bym przeczytał książkę Norbekowa „Doświadczenie idioty".

Poszedłem do księgarni, wziąłem książkę - a tam na temat wzroku: w zasadzie wzrok mam normalny, a kiedy otworzyłem książkę, od razu zrozumiałem, że tego było mi trzeba. Postanowiłem pójść na kursy Norbekowa i wówczas umocniła się moja wiara w sposób zasadniczy. Potem pojechałem jeszcze do Indii do Aszramu Sai Baby. (Wówczas zrozumiałem słowa Biblii: „Stosownie do wiary waszej wam się stanie"; „Człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga".).

Pół roku nie robiłem już żadnych badań, po co tracić czas - i tak wiem, co będzie. W ciągu pół roku zregenerowałem się i zająłem drugie miejsce w województwie na zawodach Sambo, a teraz jestem w jeszcze lepszej formie niż przed chorobą. Uwierzcie mi - to tylko mizerna część możliwości, które w nas tkwią. Trzeba tylko otworzyć oczy. Doskonalcie się! Życie dane jest po to, by się uczyć. Z całej duszy dziękuję Autorowi, że nie bał się niezrozumienia i wydał książkę. Żałosne jest to, że raczej nikt w pełni nie zrozumie Transerfingu i nie zastosuje go dla swojego dobra i dobra otoczenia.
WOLNOŚĆ WE WSZYSTKIM, TERAZ!
Obrazek

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » ndz cze 08, 2014 8:52 am

Sama medycyna nie pomoże, jak i nie pomoże samo myślenie pozytywne.

http://www.pudelek.pl/artykul/67678/cor ... rzeszczep/

Praca jest nad całym życiem. Poprzednie życie doprowadziło do choroby, więc trzeba je zmienić. A pracuje cała rodzina. Muszą się zmienić relacje. :)
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » ndz cze 08, 2014 1:45 pm

zamek pisze:Sama medycyna nie pomoże, jak i nie pomoże samo myślenie pozytywne.
Bo chodzi o to zeby dotrzec do zrodla, przyczyny choroby. Sama choroba to tylko znak ze zboczylo sie z drogi, ze gdzies tam sie zgubilo wlasne ja.


Czytam wlasnei "Co choroba mowi o Tobie" K. Tepperweina. Ksiazka lepsza niz myslalam. ;)

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » ndz cze 08, 2014 8:58 pm

Tak się zastanawiałam na przykładzie jakiej choroby pokazać jak trzeba się uzdrawiać. Gdzie tkwi sedno.
Np. czerniak - rak skóry. Słońce nie ma tu nic do rzeczy. bo chorują głównie mieszkańcy krajów skandynawskich, a nie południowcy. Ci co stosują bardzo dużo kosmetyków mają problemy. Im dłużej to trwa tym szybciej przekształca się w nowotwór. :???:
Choroby skóry to zwykle nie akceptowanie siebie, swego wyglądu. Dlatego człowiek chce zatuszować swe "niedoskonałości" i stosuje tonę kosmetyków. Samo odstawienie chemii i konserwantów nie uzdrowi człowieka. Musi nastąpić praca z samym sobą. Każdy psycholog mówi, żeby akceptować siebie. I ma rację, bo to prowadzi do zdrowia. Trzeba zaakceptować siebie takim jakim się jest, co nie zwalnia od pracy nad swoimi zachowaniami. :)
Można o tym gadać godzinami. :cool:
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » ndz cze 08, 2014 9:32 pm

[quote="zamek"
Np. czerniak - rak skóry. Słońce nie ma tu nic do rzeczy. bo chorują głównie mieszkańcy krajów skandynawskich, a nie południowcy. Ci co stosują bardzo dużo kosmetyków mają problemy. [/quote]

Poludniowcy nie choruja tak czesto na czerniaka bo sa genetycznie przystosowani, skandynawowie nie, z wiadomych powodow. Z powodu latwosci przemieszczania sie, skandynawowie i inni, spedzaja duzo wiecej czasu w na sloncu, do czego nie sa w naturalny sposob przyzwyczajeni. Trzeba pamietac ze pomimo tego, ze przyczyna choroby pochodzi z swiadomosci to objawia sie poprzez rozne inne czynniki. Jednym z nich moze byc wlasnie to.
Przycznyna symptomu lezy zawsze w swiadomosci, w sferze mysli. Wyzwalaczami choroby sa bakterie, wirusy, genetyka, wypadek, inna osoba lub przypadek.
Kurt Tepperwein, "Co choroba mowi o tobie"; s57

Dla mnie to wlasnie zdanie ma rece i nogi.
Tak się zastanawiałam na przykładzie jakiej choroby pokazać jak trzeba się uzdrawiać. Gdzie tkwi sedno.
Nie mam pojecia, kazdy chyba musi szukac odpowiedzi w sobie skoro choroba nie pochodzi z zewnatrz, Powiem moze cos kontrowersyjnego, choroba to nie tragedia tylko wskazowka od swiata, swojego swiata co sie robi nie tak w tym zyciu na co nalezy zwrocic uwage w swerze duchowej, lub jak kto woli wewnetrznego rozwoju. Cialo to tez zwierciadlo duszy i choroba jest odzwierciedleniem negatywnych mysli, emocji itd.

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » pn cze 09, 2014 5:21 pm

meiram.net pisze:Dziewczyny, gdyby to było tak proste i oczywiste, jak o tym piszecie, to większość (pomijam hipochondryków, psychicznych i patologicznych) by się samo-uzdrowiła.
W gruncie rzeczy to nie jest takie proste. :) Samo stwierdzenie ze choroba pochodzi z umyslu to nie wszystko. Problem w tym ze ciezko jest dotrzec samemu do sedna dlaczego wlasciwie sami sobie wywolalismy ta chorobe, nawet jak ma sie ksiazke jako sciage. To ze ktos mowi ze tak jest czesto nie przemawia. Sama jestes tego przykladem. :-) Ja tez mam jakies tam dolegliwosci i pomimo ze jestem przekonana ze sama sobie to sciagnelam, to nie wiem jeszcze jak dotrzec do samej siebie zeby to usunac. ;-)
meiram.net pisze:A co z niemowlakiem, który ma raka? Wg. waszej teorii nie akceptował czegoś w sobie? Przecież to absurd, takie dziecko rodzi się z chorobą. Np. dziecko mojej znajomej urodziło się z chorą nerką, która była usuwana. Dzieciak nie zdążył jeszcze się nauczyć mówić, a co dopiero emocjonalnie wpływać na swoją rzeczywistość.
Dobre pytanie. Dziecko samo nie wywoluje choroby jego rodzice to robia, matka. Wiem o tym od bardzo dawna, ja i moja corka jestesmy tego przykladem. Nie wiedzialm ze cos takiego jak transerfing i tym podobne istnieje. Bylam w pierwszej ciazy i najbardziej sie balam ze moje dziecko bedzie mialo dysplazje stawu biodrowego, bo jakos tak wokol mnie kolezanki rodzily dzieci z ta wada. I zgadnij co sie stalo?... U mojego dziecka stwierdzono wlasnie ta wade. Juz wtedy jakims cudem wiedzialam ze przyczyna tkwi we mnie, na szczescie trzy miesiace pozniej wszystko bylo ok, nawet pani doktor byla zdziwiona ze tak szybko. Z drugim dzieckiem staralam sie jak moglam nie skupiac sie na negatywach. Mialam wtedy takie podejscie 'oj tam, ale wymyslam', jak mi cos glupiego przyszlo do glowy. No i wszystko bylo ok. To jest przyklad myslenia o konkretnej wadzie, ale mozna tez miec inne negatywne mysli, emocje o ktorych ludzie na zewnatrz nie maja pojecia. Ja sama bylam umierajaca po urodzeniu, znajac moja mame teraz, moge sie tylko domyslac jakie negatywy byly w jej glowie wtedy. Duzo by o tym opowiadac. Taki banalny przklad nie chodzi o chorobe. Moja mama nie raz mi opowiadala, jak to bedac w ciazy ze mna skupiala sie na mysleniu o pewnym elemencie w wygladzie i jej mysli byly, zeby moje dziecko tak nie wygladalo, zeby tak nie wygladalo. No i niestety'stety tak wygladam jak ona tego nie chciala. Z kolei jej siostra bedac przy nadzieji widzac ludzi z pewna cecha wygladu skupiala sie na tym, ale jej mysli byly 'och, jak ten ktos ladnie wyglada', czy cos w tym stylu i jej dziecko urodzilo sie z taka wlasnie cecha. ;-) To tak z opowiesci rodzinnych.

[quote="meiram.net"Poza tym dziedziczność, oparta o geny wskazuje do czego mamy skłonności. [/quote]
Alez oczywiscie :-) bo zrodlo choroby jest w umysle, a potem znajduje sobie najprostsza droge uzewnetrznienia. Tak wiec jezeli w rodzinie byly choroby genetyczne to energia wybierze sobie ta droge. Przeciez Zeland nawet o tym piesze, energia wybiera sobie najprostsza droge ujscia. :-)

[quote="meiram.net"Jeśli znacie tryb postępowania, który sprawia, że się zdrowieje,to chętnie o nim przeczytam. Bo takie ogólnikowe mówienie o nastawieniu się pozytywnym itd. to nic konkretnego. Mówię poważnie teraz, konkrety co należy zrobić? A jeśli nie potraficie obie tego określić, to nie piszcie,że to takie proste, a ludzie to tacy głupi i chcą sobie cierpieć, zamiast się uzdrowić.[/quote]

Nie znamy trybu postepowania, nikt tego nie zna. Na tym polega caly trik, zeby poszukac tego w sobie. Meiran, bierz sie do roboty i szukaj rozwiazania w sobie, bo nikt w Tobie nie siedzi zeby mowic Ci jak masz zdrowiec, bo to Twoj swiat i Twoj problem. I gdzies ty wyczytala ze to takie proste? To juz sobie sama dopowiadasz. Nikt nie pisze ze to proste. ;-)

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » pn cze 09, 2014 5:22 pm

meiram.net pisze:Dziewczyny, gdyby to było tak proste i oczywiste, jak o tym piszecie, to większość (pomijam hipochondryków, psychicznych i patologicznych) by się samo-uzdrowiła.
W gruncie rzeczy to nie jest takie proste. :) Samo stwierdzenie ze choroba pochodzi z umyslu to nie wszystko. Problem w tym ze ciezko jest dotrzec samemu do sedna dlaczego wlasciwie sami sobie wywolalismy ta chorobe, nawet jak ma sie ksiazke jako sciage. To ze ktos mowi ze tak jest czesto nie przemawia. Sama jestes tego przykladem. :-) Ja tez mam jakies tam dolegliwosci i pomimo ze jestem przekonana ze sama sobie to sciagnelam, to nie wiem jeszcze jak dotrzec do samej siebie zeby to usunac. ;-)
meiram.net pisze:A co z niemowlakiem, który ma raka? Wg. waszej teorii nie akceptował czegoś w sobie? Przecież to absurd, takie dziecko rodzi się z chorobą. Np. dziecko mojej znajomej urodziło się z chorą nerką, która była usuwana. Dzieciak nie zdążył jeszcze się nauczyć mówić, a co dopiero emocjonalnie wpływać na swoją rzeczywistość.
Dobre pytanie. Dziecko samo nie wywoluje choroby jego rodzice to robia, matka. Wiem o tym od bardzo dawna, ja i moja corka jestesmy tego przykladem. Nie wiedzialm ze cos takiego jak transerfing i tym podobne istnieje. Bylam w pierwszej ciazy i najbardziej sie balam ze moje dziecko bedzie mialo dysplazje stawu biodrowego, bo jakos tak wokol mnie kolezanki rodzily dzieci z ta wada. I zgadnij co sie stalo?... U mojego dziecka stwierdzono wlasnie ta wade. Juz wtedy jakims cudem wiedzialam ze przyczyna tkwi we mnie, na szczescie trzy miesiace pozniej wszystko bylo ok, nawet pani doktor byla zdziwiona ze tak szybko. Z drugim dzieckiem staralam sie jak moglam nie skupiac sie na negatywach. Mialam wtedy takie podejscie 'oj tam, ale wymyslam', jak mi cos glupiego przyszlo do glowy. No i wszystko bylo ok. To jest przyklad myslenia o konkretnej wadzie, ale mozna tez miec inne negatywne mysli, emocje o ktorych ludzie na zewnatrz nie maja pojecia. Ja sama bylam umierajaca po urodzeniu, znajac moja mame teraz, moge sie tylko domyslac jakie negatywy byly w jej glowie wtedy. Duzo by o tym opowiadac. Taki banalny przklad nie chodzi o chorobe. Moja mama nie raz mi opowiadala, jak to bedac w ciazy ze mna skupiala sie na mysleniu o pewnym elemencie w wygladzie i jej mysli byly, zeby moje dziecko tak nie wygladalo, zeby tak nie wygladalo. No i niestety'stety tak wygladam jak ona tego nie chciala. Z kolei jej siostra bedac przy nadzieji widzac ludzi z pewna cecha wygladu skupiala sie na tym, ale jej mysli byly 'och, jak ten ktos ladnie wyglada', czy cos w tym stylu i jej dziecko urodzilo sie z taka wlasnie cecha. ;-) To tak z opowiesci rodzinnych.

[quote="meiram.net"Poza tym dziedziczność, oparta o geny wskazuje do czego mamy skłonności. [/quote]
Alez oczywiscie :-) bo zrodlo choroby jest w umysle, a potem znajduje sobie najprostsza droge uzewnetrznienia. Tak wiec jezeli w rodzinie byly choroby genetyczne to energia wybierze sobie ta droge. Przeciez Zeland nawet o tym piesze, energia wybiera sobie najprostsza droge ujscia. :-)

[quote="meiram.net"Jeśli znacie tryb postępowania, który sprawia, że się zdrowieje,to chętnie o nim przeczytam. Bo takie ogólnikowe mówienie o nastawieniu się pozytywnym itd. to nic konkretnego. Mówię poważnie teraz, konkrety co należy zrobić? A jeśli nie potraficie obie tego określić, to nie piszcie,że to takie proste, a ludzie to tacy głupi i chcą sobie cierpieć, zamiast się uzdrowić.[/quote]

Nie znamy trybu postepowania, nikt tego nie zna. Na tym polega caly trik, zeby poszukac tego w sobie. Meiran, bierz sie do roboty i szukaj rozwiazania w sobie, bo nikt w Tobie nie siedzi zeby mowic Ci jak masz zdrowiec, bo to Twoj swiat i Twoj problem. I gdzies ty wyczytala ze to takie proste? To juz sobie sama dopowiadasz. Nikt nie pisze ze to proste. ;-)

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » wt cze 10, 2014 7:41 am

purple_elephant zgadzam się z Tobą. :)
Gdy ktoś choruje to choruje cała rodzina. Pisałam kiedyś o mojej rodzinie. To taki test.
Dzieci chorują przez błędne - w myśleniu podświadomości - swoich rodziców. Gdy moja chrześnica się urodziła to miała żółtaczkę, ale została zaszczepiona. Potem wiadomo była nerwowa, agresywna, albo wycofana. Kto zna autyzm to wie. Gdy zorientowaliśmy się, że ona w szpitalu dostaje luminal to ją zabraliśmy. W domu dochodziła do siebie. To była śliczna mała istotka. Co roku siostra chodziła do lekarzy na konsultacje, a oni ją witali stwierdzeniem: to dziecko jeszcze żyje?! Dziwnie było w naszej rodzinie, bo wszyscy zaakceptowaliśmy, że mamy chore dziecko. Wszędzie była z nami, na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Wymagało to wielkiej uważności z naszej strony, żeby ona sobie lub innym nie zrobiła krzywdy. Rodzina się nie rozpadła, a nawet się wzmocniła. Kasia gdy miała 6 lat zachorowała na zapalenie płuc i umarła. Lekarze mówili, że w tym wieku bardzo rośnie mózg i to dlatego. Nie znam się na tym.
Teraz choruje mój ojciec i też to skonsolidowało rodzinę. Wiem dlaczego on zachorował i jemu to powiedziałam, ale wydaje mi się, że on musi chorować i niełatwo mu się zmienić. Bardzo widoczne jest, że gdy zachowuje się lepiej to nie ma żadnych objawów choroby. A jak poluzuje sobie to coś go zaczyna boleć i wyniki są gorsze. :-(

Chcę zwrócić tylko uwagę, że nie można czekać na cudowny lek na raka (czy inną chorobę). Trzeba postanowić wyzdrowieć (zamiar) i przebierać nogami (robić wszystko co możliwe).
Teraz w tv pokazuje aktorkę, która umiera na naszych oczach. Dziwne, że zachorowała, bo zdrowo się odżywiała i była jakaś taka "duchowa". A może to tylko na pokaz, żeby ukryć prawdziwe problemy z osobowością. Nie znam dokładnie jaki to rak, ale ona powinna wrócić do czasu kiedy rzuciła aktorstwo i wyjechała. Jeśli tego nie zrobi to umrze i nie pomoże jej wyjazd do Niemiec za cudze pieniądze. To mrzonki, oszukiwanie siebie i szukanie lekarstwa na zewnątrz. :-(

Kochani :) Dbajcie o siebie i pomyślcie, czy może ktoś z boku nie ma racji. Może i nie ma, ale sprawdźcie to poważnie ze sobą rozmawiając. :)

Pozdrawiam gospodarza tego wątku :)
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » sob cze 21, 2014 2:26 pm

zamek pisze: Teraz w tv pokazuje aktorkę, która umiera na naszych oczach. Dziwne, że zachorowała, bo zdrowo się odżywiała i była jakaś taka "duchowa". A może to tylko na pokaz, żeby ukryć prawdziwe problemy z osobowością. Nie znam dokładnie jaki to rak, ale ona powinna wrócić do czasu kiedy rzuciła aktorstwo i wyjechała. Jeśli tego nie zrobi to umrze i nie pomoże jej wyjazd do Niemiec za cudze pieniądze. To mrzonki, oszukiwanie siebie i szukanie lekarstwa na zewnątrz. :-(
Otoz to. Mam nadzieje ze osoba o ktorej wspomnialas zamek wyjdzie z tego. Ale to zalezy tylko i wylacznie od niej.
Mowienie otwarcie o swojej chorobie wielu, wielu osobom a zwlaszcza rozpisywanie sie na blogach nie jest dobre dla osoby chorej, jest dobre dla raka. Jak widze taka osobe o ktorej sie wiele pisze w mediach to mysle sobie NIE KARMIC RAKA. Oczywiscie nie wszyscy pisza blogi o swojej "walce z choroba", niektorzy zyja po prostu w kregu osob "wspolczujacych". Najlepszym sposobem na pokonanie choroby jest maksymalne ograniczenie osob wiedzacych o tym. Tak zeby nie bylo okazji o mowieniu o procesie leczenia. Wybrac sobie kuracje czy to tradycyjna czy to alternatywna , albo obie i skupic sie na metodach duchowych, mam tu na mysli absolutnie wszystko od transerfingu poprzez medytacje az do zwyklych rozancow i tym podobnych. Co kto woli, co komu przychodzi lepiej bardziej naturalnie. Chodzi o skupienie jak najwiekszej ilosci energii potrzebnej do procesu samoleczenia, opowiadanie na prawo i lewo o chorobie nie pomaga, a wrecz przeciwnie.
Przypadek Stephena Suttona, nastolatka z UK, stal sie niemal bohaterem, ale chyba tylko dlatego ze zebral ponad 2 miliony funtow na badania nad rakiem. I co z tego ? Mu nie pomoglo, umarl. Jest jeszcze kilka innych przypadkow, wszystkie o ktorych slyszalam konczyly sie smiercia i zawsze bylo wokol tego sporo szumu od samego poczatku. O innych przypadkach kiedy osoba wyszla z tego dowiadywalam sie po fakcie.

Inna sprawa ze ja mam negatywne nastawienie do mowienia o chorobach jeszcze z dziecinstwa. Pamietam jak moja babcia, mama i ciotkie siadaly przy kawie, herbacie i "licytowaly" sie ktora jest bardziej chora, ktora tych chorbo ma wiecje... :no: Dla mnie to byla i jest jakas masakra

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » pn cze 23, 2014 9:46 pm

purple_elephant pisze:Otoz to. Mam nadzieje ze osoba o ktorej wspomnialas zamek wyjdzie z tego. Ale to zalezy tylko i wylacznie od niej.
No i nie wyszła, bo nie chciała. Dlaczego ludzie myślą, że za pieniądze można kupić życie :?:
Gdy była młoda to nikt nie chciał z nią pracować, bo była wyniosła. Potem wolała medytować przez kilkanaście miesięcy, a nie zajmować się synem. Z nim były same kłopoty, ale on jej wybaczył, bo zbierał kasę. Ona nie zrobiła nic, żeby wyzdrowieć. Radziła się tylko swoich guru. To nie uzdrawia. Ciekawe czy te zebrane pieniądze pomogą komuś choremu.
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » pn cze 23, 2014 10:14 pm

Dokladnie zamek. Rak zostal nakarmiony i tym razem.

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » śr cze 25, 2014 9:27 am

Zupełnie inaczej zrobiła Kora.
Najpierw ujawniła, że ojcem jednego z jej synów jest Kamil a nie Marek. Kora jest artystką i osobą publiczną, ale współczuję jej rodzinie i co ona przeżywała po ujawnieniu takiej tajemnicy :giveheart:
Potem ujawniła, że była molestowana przez księży. Wtedy pomyślałam, że to wtedy była norma, bo ja też się z tym spotkałam. Takie ujawnienie jest zmierzeniem się i akceptacja tego, bo przecież się tego nie zmieni. Ważny jest nasz stosunek do różnych wydarzeń w naszym życiu. A wisienką na torcie było zawarcie ślubu w grudniu. :giveheart:
Nie wiem dlaczego zrobiła wszystko co trzeba, ale dlatego będzie żyła. Może dlatego, że śmierć zajrzała w oczy i pogodziła się z nią i chciała uporządkować swoje życie. To jest właśnie Transerfing :)
Ona zaakceptowała porażkę i przebierała nogami w kierunku celu - zdrowia. Lekarze usunęli raka, a ona zajęła się sobą. Ona nie walczyła z rakiem, ona się uzdrawiała właśnie przez oczyszczenie duszy. :D
W jakimś wywiadzie mówiła, że choroba długo się rozwijała, bo lekarz zignorował jej bóle i nie zlecił badań. Dopiero gdy zmieniła lekarza to niemal w ostatniej chwili trafiła na stół. To zupełnie tak samo jak z moim ojcem. 8-)
Obwinianie lekarzy nic nie daje. Oni są tylko ludźmi i też umierają w młodym wieku.
A zmarła aktorka może doznała oświecenia i uznała, że gdzie indziej będzie jej lepiej.
Współczuję synowi, bo robił co mógł. Tylko nie można za kogoś przeżyć życia. :sad:
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » śr cze 25, 2014 4:57 pm

A wiesz zamek, tez sobie pomyslalam o Korze. Jest dokladnie tak jak mowisz. :-)

Braunek walczyla ze wszystkim. Jej duchowosc byla bardzo "obrazkowa", powiezchowna wystarczy spojrzec na jej profil facebookowy, bardzo typowy dla osob ktore przeszly to samo co ona, mam na mysli chorobe i tak samo skonczyly, czyli smierc. Duzo gadania i obrazkow. Kora nic z tych rzeczy nie robi. Wyglada ze zalatwia to w obrebie wlasnej osoby. I tak trzymac.

Przypominam sobie ze podobnie jak z Kora bylo z Kamilem Durczokiem. Ludzie dowiedzieli sie ze zachorowal na raka i zapadla cisza. Potem dowiedzielismy sie ze wyzdrowial. Zrobil co mogl zeby nie rozpraszac energi bez potrzeby na okolo.

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » śr cze 25, 2014 6:18 pm

Tak właśnie jest.

A na wp wisi art pt Kamery towarzyszyły jej do końca.

http://aleseriale.pl/gid,14492,img,3925 ... temat.html

Pisałam o niej kiedyś na blogu. Ona zmarła na raka jelita grubego. Wierzyła, że "wygra walkę", udawała, że wybaczyła mężowi itd... A po jej śmierci okazało się, że to nieprawda. Zresztą cała ta rodzinka była chora. To był cyrk w tv, show z umierania. Takie upublicznienie to sygnał, że śmierć blisko. :cry:
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
zamek
Posty: 690
Rejestracja: śr maja 01, 2013 9:06 pm
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: zamek » pt cze 27, 2014 9:28 pm

meiram.net pisze:Jest jak jest, nie mam siły tego analizować nawet.
Jeśli zachorowałaś nie baw się w grę "choroba" tylko zagraj w Leczenie. T3 s. 32. "Ja choruję, a mnie leczą".
Każda choroba przytłacza i dołuje. Jesteś zrezygnowana, ale twoje życie się nie kończy. :giverose:
Podnieś swoją energetykę i oddychaj z dołu do góry i z góry do ziemi. Tak jak pisał Zeland. Może też wizualizować, że do ziemi idzie guz. Ja często to robię jak poczuję, że nic mi się nie chce :smile:
Przed snem wyobraź sobie, że leżysz w kuli ze światła, np. z zielonymi refleksami, bo ten kolor leczy. I właśnie podczas snu odbywa się twoje leczenie. Możesz też zobaczyć jak do twej kuli wchodzą lekarze z przyszłości i cie leczą. 8-)
A potem pożegnaj się z przeszłością, powiedz jej żegnaj, było minęło, nie zatrzymuję bye, bye :)
Dostaję to co najlepsze :)

http://bajka107.blox.pl/html

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » sob cze 28, 2014 7:18 am

zamek pisze: Podnieś swoją energetykę
A jednym ze sposobow na podniesienie eneriii jest nie rozmawaianie z osobami postronnymi na ten temat. Czyli nie rozpraszac nie potrzebinie energii, a skupic ja na sobie, zeby organizm rozpoczal spokojnie samoleczenie. Do osob postronnych nie zalicza sie tu lekarzy, uzdrowicieli i osob naj najblizszych.

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » sob cze 28, 2014 8:04 am


Prometeusz
Posty: 1822
Rejestracja: pt kwie 20, 2012 9:21 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: Prometeusz » sob cze 28, 2014 12:01 pm

Mnie trochę bawi sytuacja, w której ktoś uważa się za eksperta od swojej choroby, daje rady innym, a potem okazuje się, że jest chory na całkiem coś innego niż myślał. Wydaje mi się, że jest podobne przełożenie na stosowanie transerfingu.

Jeśli mowa o chorobach dla mnie ciekawym doświadczeniem było oglądanie programów naukowych o różnych chorobach, jakiś niewydolnościach dwunastnicy i innych. Za każdym razem miałem wrażenie, że akurat na to choruje :-o . Hahaha Sugestia to potężna sprawa. Zastanawia mnie ile osób tak naprawdę wcale nie choruje tylko im się wydaje, a potem dokonują swoich cudownych uzdrowień u "uzdrowicieli" ;-)
TRANSCIENCE - miejsce dla sympatyków Transerfingu ceniących wymierną wiedzę.
Notatnik Transnaukowca

Awatar użytkownika
purple_elephant
Posty: 237
Rejestracja: wt lis 05, 2013 8:13 am
Re: Mariuszstr pozdrawia ;-)

Post autor: purple_elephant » sob cze 28, 2014 12:51 pm

Prometeusz pisze:Mnie trochę bawi sytuacja, w której ktoś uważa się za eksperta od swojej choroby, daje rady innym, a potem okazuje się, że jest chory na całkiem coś innego niż myślał. Wydaje mi się, że jest podobne przełożenie na stosowanie transerfingu.

Jeśli mowa o chorobach dla mnie ciekawym doświadczeniem było oglądanie programów naukowych o różnych chorobach, jakiś niewydolnościach dwunastnicy i innych. Za każdym razem miałem wrażenie, że akurat na to choruje :-o . Hahaha Sugestia to potężna sprawa. Zastanawia mnie ile osób tak naprawdę wcale nie choruje tylko im się wydaje, a potem dokonują swoich cudownych uzdrowień u "uzdrowicieli" ;-)
Prometeusz, nie wkladaj kija w mrowisko. :D


ODPOWIEDZ